— My są dawno przyleciane do was na Ziemia, brali doświadczenia i egzemplarze. Trochę pomagali budować piramida Cheopsa i pisać Mahabharata, hinduski epos. Bardzo traktowali z szacunkiem, obcy nie ruszali. Jeden raz wzięli wasze krupiki i zawieźli na nasza planeta.

— Czekajcie — przerwał Udałow. — Co to są krupiki?

— Ja zapominaj wasz słowo. Malutki, szary, z uszami, siedzi pod choinką, skacze. Krupiki.

— Wielki Guslar i okolice, Kir Bułyczow

Nazywam się Aleksandra Cwalina i jestem właścicielką firmy Krupik, a także pisarką, dziennikarką, redaktorką, coachem i 100% ENFP. W cywilu jestem mamą trzech psów (Lokiego, Frei i Odi), które zawdzięczam cudownej fundacji Pies na Zakręcie.

Mam na imię Aleksandra, więc teoretycznie znajomi powinni nazywać mnie Ola, ale większość zna mnie jako Krupik. W sumie nic dziwnego, bo używam tego pseudonimu od 1997 roku, kiedy zaczęłam pisać o grach komputerowych w piśmie Secret Service. Tak też nazywa się moja firma, którą założyłam w 2002 roku.

Krupik to postać ze zbioru opowiadań “Wielki Guslar i okolice” pióra radzieckiego pisarza Kira Bułyczowa. Jest to tajemnicza istota, która pochodzi z Ziemi, siedzi pod choinką (a może pod krzakiem? Albo baobabem?) i od której przetrwania zależy los całej planety Obcych. Co ciekawe, nigdy się nie dowiadujemy, jak dokładnie wygląda ów tajemniczy krupik ani pod czym dokładnie siedzi.

Wybrałam ten pseudonim nie tylko dlatego, że uwielbiam twórczość Bułyczowa. Również dlatego że na początku mojej kariery zawodowej czułam się jak ów tajemniczy krupik, a moi bliscy i znajomi nie do końca wiedzieli, pod czym ja właściwie siedzę.

Ba, sama tego nie rozumiałam. Kiedy zaczynałam pisać do Secret Service, studiowałam medycynę i chciałam zostać lekarzem. Ukrywałam jednak pewien straszliwy sekret, hobby, do którego za żadne skarby nie mogłam się przyznać poważnym profesorom.

A wszystkiemu winna melioracja

W okolicy 1982 roku mój tata, młody naukowiec zajmujący się melioracją, pojechał na stypendium do Holandii i przywiózł mi nowość, którą miało wtedy niewiele osób w Polsce: Commodore 64. I tak odkryłam gry komputerowe, które wciągnęły mnie jak czarna dziura. Całe szczęście nigdy nie udało mi się ich przedawkować, bo miałam też inną pasję.

A dokładnie pisanie. Pisałam i pisałam: wypracowania, opowiadania, wiersze… Tylko dzięki pisaniu czułam się naprawdę spełniona.

W moich tekstach zawsze powracał temat fascynacji ludzkim umysłem, kiedy więc przyszedł moment wybrania kierunku studiów, pomyślałam, że pisać mogę bez studiów polonistycznych (w, hahaha, wolnym czasie), ale tajemnice mózgu najlepiej zgłębiać na medycynie. Poza tym… chciałam pomagać ludziom, bynajmniej nie tylko z altruistycznych powodów. Nic przecież nie zwiększa tak naszego poczucia wartości, jak robienie czegoś ważnego, a nie ma nic ważniejszego od ratowania ludzkiego życia.

A może jednak gry?

Na początku traktowałam granie tylko jako hobby. Kiedy jednak byłam na drugim roku studiów, przypadek sprawił, że stało się czymś poważniejszym. Mój ówczesny narzeczony współpracował z jednym z największych wówczas pism o grach, Secret Service, a ja rozpaczliwie pragnęłam gdzieś pisać (do dzisiaj śmieję się, że mógł to być nawet magazyn o sadzeniu marchewek). Kiedy więc zostałam przedstawiona naczelnemu Secreta i dostałam pierwsze zlecenie, omal nie oszalałam ze szczęścia. Niebawem pisałam coraz więcej i więcej. I więcej. I jeszcze więcej.

Później zostałam naczelną Secret Service, następnie zastępcą redakcji PC Games CD, a wreszcie opracowałam koncepcję pisma Click!, którą udało mi się zrealizować w wydawnictwie Bauer. Wszystkie wyżej wymienione pisma były, oczywiście, o grach komputerowych, ale w ciągu ponad 20 lat od opublikowania pierwszego tekstu w Secret Service pisałam też o wielu innych rzeczach: o anime i mandze, o filmie, modzie, medycynie, ba, tłumaczyłam także teksty koreańskich seriali. Nieustannie pracuję także nad moją pierwszą książką.

I nie, do tej pory nie opublikowałam jeszcze niczego o marchewkach, ale hej, wszystko jeszcze przede mną!

Ale co z tą medycyną?

Od 3. roku studiów pracowałam na pełnym etacie, jednocześnie studiując medycynę. Zdarzały się tygodnie, kiedy spałam po godzinę dziennie.

W tym samym czasie zaczęło powoli docierać do mnie, że chyba wybrałam zły kierunek studiów. Za bardzo się przejmowałam tym, co robię, i o ile niekoniecznie jest to coś złego, w zawodzie lekarza zupełnie się nie sprawdza. Nie można go wykonywać bez poczucia dystansu. Jednym słowem - wypalenie zawodowe dopadło mnie już na studiach, zwłaszcza że ciągle brakowało mi czasu na moją największą pasję, czyli pisanie.

Skończyłam medycynę, ale postanowiłam, że nie zostanę lekarzem. Bardzo często spotykam się jednak z pytaniem, czy nie żałuję tych straconych lat. Zawsze odpowiadam, że nie. Te studia nauczyły mnie odpowiedzialności i wytrwałości, co przydaje mi się każdego dnia w mojej niezwiązanej z medycyną pracy.

Po drugiej stronie barykady

Każdy wie, że niezmiernie łatwo krytykuje się pracę innych, ale gorzej, jeśli ma się stworzyć coś samemu. Po latach pracy jako recenzent chciałam jednak sprawdzić, JAK powstają gry i jak się je promuje. Następnym krokiem, jaki zrobiłam, było więc zatrudnienie się w firmie CD Projekt (i praca między innymi w dziale marketingu i przy produkcji polskich wersji gier), a w 2002 roku założenie własnej firmy, noszącej, oczywiście, nazwę Krupik.

Na początku działalność mojej firmy związana była ściśle z branżą gier komputerowych, ale szybko zafascynował mnie świat nowoczesnych rozwiązań, które umożliwił rozwój technologii.

Obecnie moją pasją oprócz pisania jest wyszukiwanie i wdrażanie rozwiązań, które umożliwiają osiąganie najlepszych możliwych wyników, zarówno jeśli chodzi o osobistą produktywność (ba, nawet o własne zdrowie), jak i sprzedaż produktów. Wszyscy znamy bowiem powiedzenie, że są aplikacje do wszystkiego, ale nie wszyscy wiemy, które z nich są naprawdę warte uwagi (a kto miałby czas i siły na sprawdzenie ich wszystkich).

A wreszcie… ostatnio postanowiłam wrócić też do moich korzeni i do pisania o grach. Nadal są dla mnie (obok czytania książek) najlepszą formą relaksu i odprężenia, więc myślę, że mogą spełniać taką zbawienną rolę także w przypadku innych osób (nawet tych bliżej 40. niż 18. roku życia). Poza tym - nie samą pracą człowiek żyje, prawda?