O królowych, koronach, kiełbasce pepperoni i Uncharted: Zaginionym Dziedzictwie

Jean-Paul Sartre, znany francuski pisarz, dramaturg i filozof, umieścił w swojej sztuce "Przy drzwiach zamkniętych" stwierdzenie, że "Piekło to inni". No cóż, czasem trudno się nie zgodzić, prawda?

Kiedy niecałe 3,5 roku temu zakończył się mój prawie 12-letni związek i wiedziałam, że, chcąc nie chcąc, muszę znaleźć nową grupę znajomych, taka myśl przewijała mi się przez głowę prawie codziennie. Rzeczywistość przedstawiała się bowiem mocno ponuro. Owszem, byłam otoczona bandą czworonożnych przyjaciół, ale z prawie zerową grupą ludzkich. Tak to się zresztą dzieje, gdy ma się wspólne grono znajomych z eks partnerką/partnerem, co jest niemożliwe do uniknięcia po wielu latach związku.

Tym, co jednak przerażało mnie najbardziej, był fakt, że już nie pracuję w branży gier komputerowych. Dlaczego? Jedno straszne słowo: kobiety.

uncharted-krupik1.jpg

Muszę się bowiem przyznać do jednej, być może zaskakującej rzeczy. Przez wiele lat nie wiedziałam, jak się przyjaźnić z kobietami. Pracując w takiej a nie innej branży, byłam otoczona mężczyznami i doskonale wiedziałam, jak się obsługuje model "facet-kumpel". Model kobieta-przyjaciółka? Nie za bardzo. A właściwie bardzo nie.

Owszem, znałam teorię, że prawdziwe królowe poprawiają sobie nawzajem korony, ale jakoś byłam za bardzo skupiona na rozwijaniu kariery i związku z partnerem, że nie wystarczyło mi czasu i wiary w to, że potrafię zbudować bliskie relacje z którąkolwiek z moich (nielicznych) koleżanek. Poza tym, co zabrzmi boleśnie, wystarczająco często spotkałam się z tym, że kobiety, które znajdowały się na wyższych szczebelkach drabiny kariery, niezbyt przychylnie odnosiły się do tych, które siedziały niżej. Jakby miejsca na górze wystarczyło tylko dla jednej, dwóch z nas. Owszem, w niektórych branżach tak to wygląda. Myślę jednak, że musimy wspólnymi siłami wywalczyć dostawienie większej liczby krzeseł do tej gry, a nie bić się o to jedno, które zostało puste.

uncharted-krupik3.jpg

Tak więc nic a nic nie przesadzam, mówiąc, że zupełnie nie przewidziałam tego, co się stało w ciągu tych ostatnich kilku lat. W jakiś przedziwny sposób pojawiła się w moim życiu grupa wspaniałych kobiet. Ba, nie tylko się pojawiła, ale i rozwinęła pode mną siatkę ochronną. To dzięki nim nie straciłam poczucia bezpieczeństwa i wiary w to, że uda mi się zbudować nowe życie prawie zupełnie od zera. Że nawet jeśli spadnie mi z głowy korona, co więcej, jeśli nawet ja spadnę z tego szalonego trapezu, na którym się teraz bujam, to będzie w porządku, że zostanę złapana, otrzepana, nakarmiona, przytulona... i stanę na nogi.

Będzie dobrze, kochana. Jesteś dzielna, kochana. Dasz radę, kochana. Chcesz rosołu?

uncharted-krupik6.jpg

Moje własne prywatne Królowe pojawiły się w moim życiu w tak przedziwnie przypadkowy sposób, że aż trudno nie wierzyć w zrządzenie losu. Anię i Halinę poznałam, robiąc redakcję seriali koreańskich (swoją drogą, seriale koreańskie to zupełnie chwilowy epizod w mojej karierze). Domi zawdzięczam mojemu psu Lokiemu, który polubił jej psa Zakusia (Zakuś nie polubił Lokiego, ale to zupełnie inna historia). Ewa to przyjaciółka mojego eks, którą zawłaszczyłam dla siebie. Hanię poznałam, kiedy ja spacerowałam z moim psem, a ona ze swoim... kotem. Ulę znam od czasu, kiedy jeszcze była maciupkim zarodkiem. Wiesia jest mamą mojej koleżanki i chociaż znam ją od 6. roku życia, dopiero niedawno stałyśmy się sobie tak bliskie.

I Kasia. Z Kasią, która miała zresztą wczoraj urodziny (wszystkiego Naj, Kochana), połączyła mnie grupa Secret Level o grach na Facebooku. Pewnego dnia Kasia napisała coś o przygodówkach. Ja odpowiedziałam komentarzem o grze o kiełbasce pepperoni, o której napisałam sto lat temu do Secret Service. Można więc powiedzieć, że przyjaźń z Kasią, która jest jedną z najcudowniejszych osób, jakie znam, zawdzięczam kiełbasce pepperoni.

uncharted-krupik2.jpg

A jak do tej całej historii o kobiecej przyjaźni ma się Uncharted: Zaginione Dziedzictwo? Otóż jest to gra, której głównymi bohaterkami są dwie kobiety, Chloe Frazer i Nadine Ross. Dwie silne, mające dosyć trudne charaktery osoby ze skomplikowaną przeszłością, które jeszcze niedawno stały po zupełnie innych stronach barykady. Rozwój ich przyjaźni to główny i najlepszy fabularny wątek gry. Dużo ciekawszy niż oklepane odkrywanie kolejnego zaginionego artefaktu i ratowanie świata przed kolejnym szaleńcem. To dzięki niemu uważam Zaginione Dziedzictwo za jedną z lepszych gier tamtego roku.

Materiały graficzne: Sony Playstation.